piątek, 11 sierpnia 2017

O tym się nie mówi, a zdarza się za często....

Zgłaszają się rodzice z prośbą o pomoc, gdyż dziecko bywa agresywne. Zdarza się to w szkole w stosunku do młodszych dzieci, bądź do młodszego rodzeństwa. Często nie mają pojęcia skąd "to się bierze". 

Przeprowadzam wywiad. Kiedy takie sytuacje się zaczęły, jak wyglądają, czy są z premedytacją, czy pod wpływem silnych emocji. Pytam się o inne niepokojące zachowanie. Proszę o informacje na temat przebiegu ciąży i porodu. Dopytuję o przebieg rozwoju, choroby współwystępujące. Wreszcie próbuję poznać także rodzinę pacjenta. Jak wcześniejsze pytania były dosyć proste i większość rodziców odpowiada szczerze, tak ostatnia część jest dosyć trudna. Często rodzina chce ukryć pewne niewygodne fakty. Zapytani o kary większość nie przyznaje się, że stosuje kary cielesne. Niektórzy przyznają się, że raz stracili cierpliwość i dziecko dostało klapsa. Gdyby tak było naprawdę.....

Potem przychodzi do rozmowy z samym dzieckiem. A dziecko we łzach opowiada jak tata go bije, gdy jest niegrzeczne, do taty często się dołącza dziadek, a matka wyzywa. 
Takie dziecko nie podskoczy w domu, hamuje swoje emocje, swoją złość, bo boi się kolejny raz "dostać". Rośnie balon emocji, aż w końcu pęka, gdy kolega źle na takie dziecko popatrzy. 
Dziecko może rozładować swoje emocje na młodszych, bo taki ma wzór w domu. Tata bije słabsze dziecko, więc ono będzie bić słabszych kolegów. Powiedzą o nim "jest złe, niegrzeczne", a ono jest tak naprawdę pełne złości i żalu. 
Co robimy my? Gdy istnieją przesłanki, że wobec dziecka jest stosowana przemoc to informujemy sąd o naszych podejrzeniach, aby zainteresowało się daną rodziną. Rozmawiamy z rodzicami na temat akceptowalnego wyrażania uczuć zarówno u dziecka jak i u jego najbliższych. Smutne jest to jak mało rodziców chce zmienić swoje postępowanie. Przerażające jest jak wiele rodziców chce, abyśmy "naprawili" ich dziecko, a sami nic od siebie nie chcą dać.


Przemoc to nie tylko bicie. Przemoc to także słowa, które ranią, to wyzwiska, to poniżanie dziecka. "Jesteś niegrzeczne!", "jesteś głupie!", "niezdara z ciebie!".... nie mówiąc już o przekleństwach. Co takie dziecko myśli o sobie? Dokładnie to co mówią najważniejsze osoby w jego życiu.


O czym wszyscy jeszcze zapominają? O granicach, o tym, że dziecko ma też swoje granice i należy je uszanować. Dużym problemem, o którym się nie mówi jest molestowanie dzieci przez najbliższych: ojciec, wujek, dziadek, ojczym.... itd. (rzadziej się zdarza, żeby to kobieta molestowała, matka zazwyczaj "zamiata pod dywan"). Często dziecko myśli, że tak powinno być, albo się wstydzi, albo się boi.... i nie szuka pomocy. Jednak jego zachowanie jest coraz bardziej dysfunkcyjne i rodzina szuka pomocy, nie zaczynając zmian od siebie. 

Tak te sytuacje są bardzo częste i w statystykach policyjnych są niedoszacowane. Bądźmy otwarci na to co nam dziecko mówi. Nie oceniajmy z góry, że jest złe. Często według nas nienormalne zachowanie dziecko, jest jak najbardziej normalną reakcją na nienormalną sytuację.



Pamiętaj: zachowania dysfunkcyjne to normalna reakcja na nienormalną sytuację!
Nie oceniaj pochopnie! Porozmawiaj!

środa, 17 maja 2017

Kiedy powinniśmy zwrócić uwagę, że coś złego dzieje się z dzieckiem?

Kiedy powinniśmy zwrócić uwagę, że coś złego dzieje się z dzieckiem?


Pewna osoba zadała mi takie pytanie: kiedy powinniśmy zwrócić uwagę, że dzieje się coś złego ze zdrowiem psychicznym dziecka?

Jest to bardzo obszerne pytanie. Trudno odpowiedzieć na nie krótko, w kilku słowach.
Warto zwrócić uwagę na to, że to nie konkretne zachowania dziecka są sygnałem alarmowym, lecz zachowania, których do tej pory nie było, które nie są zgodne z dotychczasowym charakterem i temperamentem dziecka.Powinniśmy się martwić, kiedy obserwujemy nagłą zmianę zachowania.
Przykłady:
- dziecko, które zawsze było duszą towarzystwa, chętnie chodziło na różne zajęcia, spotykało się często ze znajomymi, nagle zaczyna się izolować, nie odzywa się do nikogo, zaprzestaje różnych aktywności, traci zainteresowania.
- dziecko, które było raczej domatorem, nagle zaczyna chodzić na imprezy, lub podejmuje zachowania ryzykowne, jest nadmiernie rozbudzone seksualnie
- dziecko, które zawsze było pogodne i otwarte, zaczyna być podejrzliwe, boi się ludzi, uważa, że wszyscy mu zagrażają
- dziecko zaczyna być agresywne, drażliwe, reaguje napięciem nieadekwatnie do bodźca.
- dziecko zaczyna zadawać pytania o śmierci, szczególnie o to co by się stało, gdy jego zabrakło.
- dziecko przestaje jeść lub wymiotuje
- dziecko przestaje się odzywać
- dziecko skarży się na bóle, dolegliwości somatyczne bez uchwytnej przyczyny w badaniach.
- dziecko ma problemy ze snem: często się budzi, nie może zasnąć, bądź śpi zbyt dużo.
- dziecko z kimś rozmawia, sprawia wrażenie, jakby kogoś słuchało, poszukuje źródła zapachu, którego nie ma. Widzi postacie, których nie ma.

Objawy wymienione mogą sugerować rozwój choroby psychicznej. Część z nich może być wynikiem trudnych przeżyć takich jak doświadczanie przemocy.
Warto często rozmawiać z dzieckiem o uczuciach, przemyśleniach zarówno naszych jak i jego. Należy być z dzieckiem, a nie obok niego. Nie dopiero wtedy jak zauważymy coś niepokojącego, ale od początku. Wtedy w porę wykryjemy zmianę w zachowaniu, szybko dostrzeżemy, że dziecku się dzieje krzywda, szybko zareagujemy.

wtorek, 24 stycznia 2017

Najważniejsze słowo "NIE", czyli bunt dwulatka

Najmłodsza jeszcze dobrze nie mówi, ale najważniejsze słowa zna. Jest nim oczywiście słowo, które pomaga wyrażać własne zdanie - "NIE". Dzięki niemu dziecko może wyrazić swój sprzeciw, może pokazać swoją autonomię, może wiele... zaczyna się  walka o władzę w domu.

Córeczko ubierzemy piżamkę. Nie.
Córeczko ubierzemy bluzeczkę. Nię
Córeczko idziemy się myć. Nie.
Córeczko chodź jeść.... tu zawsze będzie tak :D
Córeczko idziemy na spacer. Nie. Córeczko zostajemy w domu. Nie.

I można tak wymieniać bez końca. Pewnie wiele rodziców może zaobserwować takie zachowania u swojego dwuletniego dziecka. Często temu  towarzyszy bunt, płacz jeśli czegoś nie dostanie.
Czy to jest normalne? Oczywiście, że tak. Dziecko w tym wieku bada grunt, sprawdza nasze reakcje i granice. To jak będziemy reagować teraz będzie procentować później.
Dziecko ma prawo mieć własne zdanie, ma prawo coś chcieć, albo nie. Coś lubić albo nie. Ale....
Zawsze jest jakieś "ale". Często dziecko chce dotknąć, zobaczyć, zrobić coś co akurat byłoby nie wskazane, albo nawet niebezpieczne. Nie możemy w takiej sytuacji usprawiedliwiać się tym, że dziecko ma własne zdanie. Zdarzają się sytuacje, że trzeba coś stanowczo zakazać. Jednak taki dwulatek będzie się buntował. Będzie chciał zrobić właśnie to co mu zabraniami, często kończy się to wielkim krzykiem i łzami. Jak reagować?
Oczywiście bez agresji.Stanowczo trzeba zakazać tłumacząc dlaczego. Nawet jeśli wydaje nam się, że nie rozumie, to warto mówić i tłumaczyć. Należy także odciągnąć od jego "chęci", odwrócić uwagę, zająć czymś innym. Dziecka koncentracja uwagi jest krótka i zazwyczaj łatwo zajmie się czymś innym.
Czasami jednak nasze odwracanie uwagi nie przynosi skutku, dziecko kładzie się i płacze, bądź tupie nogami. Ma prawo. Ja czasem przeczekuję taki moment, a potem pytam się czy już możemy iść dalej się bawić, nie wspominając już o źródle problemu - Najmłodsza najczęściej uspokaja się i idzie się bawić. 
Są sytuacje niebezpieczne, gdzie musimy być stanowczy - nie możemy pozwolić, by się poparzyło, spadło, skaleczyło się, czy wpadło pod samochód. Jednak trzeba pamiętać, że doświadczenie uczy najwięcej. Zamiast zabraniać dotykać garnka z wrzątkiem weź dziecko na ręce i pozwól zbliżyć  rękę do garnka - niech wie dlaczego "nie wolno". Jak raz z czegoś spadnie to też będzie wiedziało jakie to jest niebezpieczne. Naszym zadaniem jest pilnować, by w tych doświadczeniach nie zrobiło sobie  krzywdy. 
Nie należy zapominać, że już nawet najmłodsze dziecko ma swoje zdanie i poglądy. Dobrze wie co mu smakuje, a co nie. Wie jaką lubi maskotkę i która gra jest jego ulubiona. Wie czy chce się bawić z siostrą, czy przytulić do mamy. Dajmy mu wybór, niech tworzy swoje własne JA.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Aborcja - krzykliwy temat

Myślałam, że zajmę się tylko zdrowiem dzieci, ale... obok tego tematu nie da rady przejść obojętnie. Wszędzie słychać zwolenników i przeciwników aborcji, w radiu, w gazecie, telewizji poruszany jest temat. Widać także manifestacje, akcje protestacyjne. Obserwując to wszystko ciarki po mnie przechodzą, jestem przerażona - jak tak ciężki temat można tak spłycać?

Zajmijmy się tłumaczeniem z polskiego na polski.
Tak modne sformułowania: aborcja, przerwanie ciąży, usunięcie ciąży - to po prostu zabicie małego człowieka.
Wg mnie postawienie sprawy w ten sposób utrudnia rozmowy na ten temat.

W tym momencie manifestacja popierająca aborcję, zamienia się na popierającą zabijanie niewinnych dzieci, które nie mają prawa wyboru.
W tym momencie hasła feministek "mój brzuch, moja macica" przestają być prawdziwe, bo życie już nie jest Twoje, lecz tego małego dziecka. 
W tym momencie należy się zastanowić, kto ma prawo o decydowaniu o życiu drugiego człowieka i jakie przesłanki powinny decydować o takim wyborze.

Jakie jest moje stanowisko? Jestem przeciwna aborcji. Zdaję sobie jednak sprawę, że są sytuacje skrajne, w których ciąża zagraża, w których dziecko nie ma szans na przeżycie poza łonem matki.
Jednak uważam, że ten temat powinien być rozważany we własnym sumieniu, a nie na ulicach. Przeraża mnie krzyk tłumu o prawo do zabijania niewinnych. Przeraża mnie podejście "moje ciało - moja sprawa", tu nie chodzi o ciało kobiety, lecz o życie dziecka. Przeraża mnie zarzuca się mężczyznom wtrącanie się w ten temat - przecież to jest też ich dziecko! (a potem się dziwią kobiety, że mężczyźni często nie czują się odpowiedzialni za swoje potomstwo - ale to kobiety odsuwają ich od roli ojca, wyrzucają na drugi plan).

A co ja bym zrobiła w skrajnej sytuacji? Nie wiem. Gdyby okazało, że dziecko ma zespół Downa (lub inną wadę genetyczną) - nie zabiłabym go. Gdyby okazało się, że ciąża mi zagraża? Pewnie walczyłabym o nią i o siebie. Gdyby okazało się, że dziecko ma wadę letalną? Pewnie rozważyłabym skrócenie jego cierpienia. Gdyby okazało się, że po gwałcie powstało życie? Nie mam pojęcia, ale mogę przypuszczać, że nie zabiłabym, bo co dziecko zawiniło, nie ono wybrało drogę przyjścia na świat. Raczej nie karałabym je za to, a pokochała, za to że jest moje. 


Pewnie powiecie, że każda kobieta powinna mieć wybór. Ja powiem dalej. Każdy powinien mieć możliwość decydować o SWOIM życiu. O życiu drugiego człowieka nie powinniśmy my decydować. Co za różnica czy człowiek ma 10mm, czy 60cm, czy 1,8m ?? 



p.s. z drugiej strony może warto walczyć o sterylizację i kastrację niektórych dorosłych? Np matki, która rodzi kolejne dziecko z FAS i nie ma zamiaru przestać pić? Albo ojca co gwałci matkę, która rodzi kolejne dziecko?
p.s z innej strony, może nauczmy dzieci, że na rozwiązłość seksualną mają jeszcze czas. Że warto z tymi sprawami poczekać na tego jedynego. Zmniejszy się wtedy zdecydowanie ilość niechcianych ciąż, a także chorób wenerycznych.

czwartek, 3 marca 2016

Dialog - metoda sokratyczna

- Proszę Pani mogę chwilę porozmawiać?
- Proszę wejdź
- Dziewczyny mnie nie lubią.
- A dlaczego Cię nie lubią?
- Nie wiem. Bo byłam nie grzeczna?
- Co w Twoim zachowaniu nie podoba się dziewczynom?
- Straszyłam, wyzywałam.
- Mówiły Ci o tym, że im się to nie podoba?
- Tak.
- A co ty zrobiłaś?
- Miałam wywalone na to.
- A to dobrze?
- No nie...
- To co powinnaś zrobić? ....


I tak właśnie dialog się toczył. Na podstawie pytań dziewczynka sama doszła do tego co źle zrobiła i w jaki sposób powinna to zmienić. Ja jej nic nie narzuciłam. Wskazałam tylko drogę rozumowania.

"Metoda sokratyczna polega na dojściu do własnej tezy, opierając się na odpowiedziach udzielonych przez naszego przeciwnika w sporze jako naszych przesłankach. "

Gdybym chciała to samo przekazać jej w formie monologu nie zrozumiałaby tego tak dobrze, najprawdopodobniej jednym uchem by wleciało, a drugim wyleciało. Dzięki zadawaniu pytań pacjentka sama doszła do sedna i mam nadzieję, że na długo utkwi jej puenta tej rozmowy.

A wy jak staracie się wytłumaczyć dzieciom trudne sytuacje?





Bibliografia:
http://www.edukacjaprawnicza.pl/artykuly/artykul/a/pokaz/c/artykul/art/metoda-sokratyczna-czyli-sposob-erystyczny-siodmy.html

sobota, 27 lutego 2016

Kim są rezydenci i dlaczego utworzyli porozumienie?

Kilkukrotnie na stronie FB udostępniałam grafiki na temat lekarzy rezydentów. Na pewno nie jeden z was zastanawiał się kim jest lekarz rezydent. W skrócie - to między innymi JA.


Po 6 latach studiów, roku stażu, przyszło mi zdawać Lekarski Egzamin Państwowy (aktualnie został zastąpiony Lekarskim Egzaminem Końcowym). Dostałam Prawo Wykonywania Zawodu i mogłam zacząć leczyć... i byłoby cudownie, gdyby nie jeden szczegół. Bez specjalizacji to lekarz tak naprawdę niewiele może. Zostaje mu dyżurowanie w NiŚPL.
Dlatego przyszedł czas na składnie wniosków o przyjęcie na specjalizację. Jest kilka możliwości. Rezydentura, etat, wolontariat (nie, to nie żart).
Rezydentura - umowa o pracę na czas specjalizacji podpisywana jest ze szpitalem prowadzącym, ale pensję płaci ministerstwo.
Etat - umowa o pracę podpisuje się ze szpitalem i płaci szpital.
Wolontariat - wyzysk przez 5 lat, po to by lekarz mógł mieć tytuł specjalisty.


Wszystko byłoby różowo, gdyby nie następne elementy szkolenia specjalizacyjnego.
1. Kierownik specjalizacji - nie zawsze dostępny, nie zawsze chętny, pełni tą rolę całkowicie za darmo.
2. Staże kierunkowe - aby uzyskać pełny obraz wiedzy potrzebnej do uzyskania specjalizacji należy wybrać się na staż (obowiązkowy do uzyskania specjalizacji). Często bardzo oddalony od miejsca zamieszkania. W moim przypadku, muszę odbyć m.in staż z psychiatrii ogólnej na oddziale klinicznym, najbliższa klinika jest 100km od miejsca zamieszkania, a taki staż trwa 4 miesiące. Inne trochę bliżej, ale też trzeba dojechać. (na 5 lat mojej specjalizacji staże wyjazdowe trwają prawie 3 lata). Gdy lekarz jest rezydentem raczej nie ma problemu z wyjazdem na staże. Gorzej jest z lekarzem, który specjalizuje się w ramach etatu. Co jeśli dyrekcja stwierdzi, że nie może pozwolić sobie na zmniejszenie obsady i puszczenie lekarza na staż (w czasie którego pracodawca płaci pensje) ? Jeśli lekarz nie odbędzie  stażu to nie skończy specjalizacji.
4. Kurs specjalizacyjne - w ciągu 5 lat specjalizacji należy odbyć kilka kursów trwających tydzień. W moim przypadku jest ich 7, a w innych specjalizacjach jest ich więcej. Mieszkam w województwie lubuskim, a najczęściej takie kursy odbywają się w Krakowie bądź Warszawie.
5. Ilość miejsc specjalizacyjnych - ilość miejsc w ramach rezydentury nigdy nie jest wystarczająca. Dużo osób nie dostaje się na wymarzone specjalizacje (a chyba warto, aby każdy robił to w czym czuje się najlepiej). Zmusza to do odbywania specjalizacji w innym trybie. Często takich miejsce też brakuje i ludzie zmuszeni są do szkolenia się w ramach wolontariatu lub do wyjazdu za granicę.
6. Wynagrodzenie - od 9 lat takie samo 2275 netto przez pierwsze dwa lata, a potem 2476 netto. (dane dostępne w ustawie o zawodzie lekarza). W tym czasie w wielu sektorach przeciętne wynagrodzenie rosło, inflacja podnosiła ceny, a nasza pensja jak stała tak stoi. Niestety z niej trzeba opłacić dojazdy i zakwaterowanie na stażach i kursach, a także konferencje, podręczniki i czasopisma. (to teraz wyobraźcie sobie ile zarabia lekarz na wolontariacie)
7. Dyżury -  w programie specjalizacji są przewidziane dyżury. Ustawa przewiduje,  że trwają one 10h co  nijak ma się do realiów. Często lekarze rezydenci zmuszeni są przez pracodawcę do dyżurowania na Sor. Praca na takim oddziale często wymaga innej wiedzy niż zakres danej specjalizacji. Często lekarze biorą dyżury w NiŚPL lub w innych formach pomocy doraźnej by móc dorobić do niewielkiej pensji. Po takim dyżurze nie obowiązują przepisy kodeksu pracy. Lekarz idzie dalej pracować w swojej jednostce. Zmęczony,  ale gotowy do walki.  Można powiedzieć "to niech nie bierze"  -  ale jakiś lekarz musi być w takim miejscu. Już sobie wyobrażam minę pacjentów, którzy przychodzą po pomoc,  a tam nikogo...
8. Brak pracy po specjalizacji. -  lekarz pracując na oddziale przez 5 lat zdobywa się wiedzę, doświadczenie. Jednak potem nie ma pracy na tym oddziale trzeba np.  zakładać własny gabinet. Szpitalowi bardziej opłaca się zatrudnić kolejnego rezydenta (tania siła robocza)  niż specjalistę.
Co za paradoks. Z jednej strony brakuje miejsc na specjalizację i brakuje specjalistów. A z drugiej specjalista może nie dostać pracy.
9. A co z macierzyństwem? Kobieta ma prawo zajść w ciążę, pójść na urlop macierzyński. Jednak każdy dzień wolnego przedłuża szkolenie specjalizacyjne. Przy jednym dziecku - czas wydłuża się o ponad rok (urlop macierzyński plus ewentualne zwolnienia). Jeśli kobieta chce mieć więcej dzieci musiałaby wydłużyć okres rezydentury jeszcze bardziej. Często zgoda na przedłużenie jest utrudniona. Swoją specjalizację powinnam skończyć pod koniec 2017 roku, a skończę dopiero w 2019. 


Porozumienie Rezydentów (PR) powstało, aby działać dla poprawy jakości naszego kształcenia, aby jakość usług medycznych świadczonych przez młodych lekarzy było jak na najwyższym poziomie. Lekarze zrzeszeni z PR zajmują się informowaniem społeczeństwa i rządzących o problemach młodych lekarzy. Mam nadzieję, że akcja informacyjna wystarczy. Jeśli nie to pewnie trzeba będzie pomyśleć o akcji protestacyjnej.


Grafiki wykorzystane w poście należą do Porozumienia Rezydentów OZZL

wtorek, 23 lutego 2016

RATUJMY MALUCHY!

Jakiś czas temu sejm uchwalił, a prezydent podpisał ustawę o zmianie wieku rozpoczęcia obowiązku szkolnego. Uchwała ta cofała reformę, która przewidziała obowiązek szkolny dla 6 latków. Czy słusznie, czy nie, nie będę o tym teraz pisać, gdyż na temat 6 latków w szkole pisałam już wcześniej (sześciolatek w szkole  dwa miesiące w szkole Rozwój dziecka Sześciolatek w szkole (po pierwszej klasie) ) 

Cała ta zmiana niesie pewne problemy, z którymi borykają się rodzice dzieci w wieku przedszkolnym. Rodzice sześciolatków zastanawiają się, czy posłać dziecko do szkoły, czy zostawić w przedszkolu. Rodzice pozostałych roczników zastanawiają się, czy będzie miejsce dla ich dzieci.

Jak to wygląda w przedszkolu mojej córki?
Wcześniej przed reformą były 3 grupy: 3/4latki, 4/5latki, 5/6latki. W czasach sprzed reformy tylko kilkoro trzylatków miało miejsce w przedszkolu, gdyż pierwszeństwo miały starsze dzieci.
Obecnie są 3 grupy: 3 latki, 4 latki i 5 latki (czyli zerówka). Z rozmowy z rodzicami i nauczycielkami wiem, że troje dzieci idzie do szkoły (w tym moja Średnia). Pytanie: ile miejsc się zwolni dla nowych dzieci? Zostaje tylko mieć nadzieję, że może część rodziców zdecyduje się na zerówkę w budynku szkoły.

 Niestety ostatnio jest tendencja do demonizowania szkoły samej w sobie i rodzice walczą by dzieci tam się nie znalazły. Jednak zerówka w szkole to zerówka, a nie szkoła. Dzieci tam bawią się, śpiewają i trochę uczą się - tak jak to jest w zerówce w przedszkolu. Problemem jest to, że taka opieka trwa tylko 5h i nie zawiera posiłków. Jest to dobre rozwiązanie wtedy kiedy przynajmniej jedno z rodziców nie pracuje. Dodatkowym plusem jest to, że dziecko uczęszcza tam bezpłatnie, bo to są godziny gwarantowane i obowiązkowe.

Zamieszanie się zrobiło. Rodzice walczą, rządzący chcą się podlizać opinii publicznej. Wszystko dla pseudodobra naszych dzieci. A ja się pytam, gdzie w tym wszystkim jest dobro naszych dzieci?
- kolejna zmiana to kolejny chaos i wielka niewiadoma
- podenerwowanie rodziców, niepewność odbijają się na dzieciach
- 3 latki tracą miejsca w przedszkolu
- demonizacja szkoły - dzieci myślą, że to coś złego

Jakie pytania powinien zadać sobie rodzic wybierając szkołę lub przedszkole dla 6 latka:
- co potrafi moje dziecko?
- jak przebiega jego rozwój?
- co osiągnie dzięki pozostaniu w przedszkolu?
- co osiągnie dzięki pójściu do szkoły?
- czy pozostanie w przedszkolu rozwinie dziecko czy rozleniwi?
- czy puszczenie do szkoły będzie to wyzwanie, które rozwinie dziecko, czy będzie zbyt duże?

Co powinniśmy zrobić?
- nie dać ponieść się emocjom! Dzieci oczekują od nas pewności, ale także wsparcia w trudnych chwilach. (WSPARCIA, a nie oddalania problemów o rok).
- ratujmy maluchy przed brakiem miejsca w przedszkolu.
- ratujmy starszaki przed pejoratywnym znaczeniem szkoły.


Jeśli zdecydujesz się o pozostawieniu dziecka w przedszkolu nie rób tego ze względu na to, że szkoła to zło i dzieci siedzą w ławkach i nauczyciele znęcają się nad nimi zadając zadania domowe (mam wrażenie, że tak wielu rodziców spostrzega szkołę - co obecnie jest nieprawdą). Zrób to dlatego, że uważasz, że rozwój dziecka jest jeszcze niedostateczny i potrzebuje jeszcze roku na uzupełnienie braków.
Jeśli zdecydujesz się na puszczenie dziecka do pierwszej klasy - bądź przygotowany, że dziecko będzie oczekiwało od Ciebie wsparcia. Nie myśl wtedy, że popełniliście błąd, lecz razem pokonujcie pewne trudności, naucz dziecko radzenia sobie w stresowych sytuacjach - przyda to się jemu w przyszłości.