piątek, 30 marca 2018

Co jest pomiędzy dzieckiem a rodzicem (opiekunem), czyli co nieco o przywiązaniu

Dziecko niezwykła istota, owoc miłości, cud, skarb.

Ale czy tak było zawsze? Czy każdy o tym pamięta? Jak o ten skarb dbać, by powstał z niego cenny diament?

Przed i na początku XVIIIw. traktowano dziecko z dużą obojętnością, odmawiano czułości, bliskości i zainteresowania. Nikt nie zastanawiał się nad związkiem matki i dziecka, ani nad wpływem ich relacji na późniejsze życie potomka.
W II połowa XVIII możemy mówić o  początku zmiany myślenia. Dostrzeżono, że kobieta posiada naturalny instynkt macierzyński. Jest odpowiedzialna za rozwój swojego dziecka, powinna karmić je piersią.
Na przełomie XIX i XXw. S. Freud tłumaczył, że pierwsza relacja w życiu człowieka buduje się poprzez zaspokajanie przez matkę popędów dziecka, np. głodu. Dziecko uczy się organizować swoje doświadczenie poprzez kontakt z matką. Jednak najważniejsze było zaspokojenie potrzeb fizjologicznych dziecka.
W XXw etolodzy dostrzegli, że więź między matką a dzieckiem jest pierwotna oraz opiera się na czymś więcej niż jedynie na zaspokajaniu potrzeb fizycznych.
W drugiej połowie XX w J. Bowlby rozwijał swoją teorię przywiązania, na której dzisiaj bazujemy swoją wiedzę na temat rozwoju dziecka. 

Przywiązanie jest jak sznur niewidzialny, jak coś co przyciąga dziecko do opiekuna, coś co warunkuje, że dziecko będzie bezpieczne, przetrwa. 
Od prawidłowego przywiązania, od prawidłowej jakości i długości sznura będzie zależał prawidłowy rozwój oraz zdrowie psychiczne dziecka, jak i opiekuna. 

Więź między dzieckiem a opiekunem (najczęściej matką) rozwija się w kilku etapach.
Pierwszy zaczyna się od urodzenia i trwa około 6 tygodni. Podstawowym sygnałem jest niezróżnicowany płacz, to nim woła mamę, to nim walczy o przetrwanie. Niemowlę wydłuża kontakt przez wtulanie, ssanie, chwytanie. Kształtuje się podstawowe przywiązanie
Kolejny etap: 8-12 tydzień, kiedy życia dziecko zaczyna różnicować i preferować jednego opiekuna i kierowanie sygnałów do tej wybranej osoby. Kształtowanie właściwego przywiązania. 
Następna faza trwa do ukończenia 2 roku życia. - zachowania ukierunkowane na cel. Dziecko przewiduje zachowania opiekuna, a następnie dostosowuje swoje działania, aby zapewnić sobie obecność preferowanej osoby. Okazuje swoje przywiązanie przez podążanie za oddalającym się opiekunem, radosne witanie, poszukiwanie z nim bliskości. Przywiązanie w tym okresie stabilizuje się. 

Jeśli w ciągu pierwszych 3 lat życia nie powstanie więź, zagraża to późniejszym zdolnościom dziecka do tworzenia związków uczuciowych

W teorii przywiązania rolą opiekuna jest bycie "bezpieczną bazą". Miejscem, osobą do której dziecko może uciec w trudnych chwilach. Dziecko spokojnie może eksplorować otoczenie, poznawać świat. Jest świadome i czuje się bezpiecznie, bo zawsze matka, ojciec zareagują na jego potrzeby. Chwili złej, niebezpiecznej przybiegnie, wtuli się i po ukojeniu swoich lęków wróci do eksploracji świata. Opiekun ma być dostępny dla dziecka, reagować adekwatnie na potrzeby dziecka.
Rodzic ma być także lustrem, odzwierciedleniem stanów emocjonalnych. To rodzic uczy dziecko nazywać i wyrażać to co przeżywa. Od pierwszych dni dziecko wpatruje się w twarz matki, naśladuje je. Matka obserwuje dziecko, nazywa to co widzi. Nazywa strach, nazywa złość, nazywa radość. Pomaga okiełznać te różne emocje.
Dzięki temu dziecko będzie kiedyś samo umiało rozpoznać i prawidłowo wyrazić emocje, będzie umiało także przekazać tę umiejętność swoim pociechom.

Pozabezpieczne przywiązanie może zakłócać postrzeganie świata. Jako niebezpieczne, zagrażające. Dziecko może reagować nadmiernym lękiem, bądź agresją do opiekuna, czy innych osób.

Manifestacją przywiązania osoby dorosłej jest małżeństwo „na dobre i na złe”, „w zdrowiu i chorobie”, co podkreśla potrzebę bezpiecznej bazy na całe życie. Kluczową rolę w wyborze partnera odgrywa nieświadomy, pierwotny system przywiązania.

piątek, 20 października 2017

A gdyby tak..

A gdyby tak rzucić wszystko i polecieć na księżyc?
Na księżycu spokój, cisza. Księżyc z czekolady, a w kraterach pełno kieliszków z winem. To czego nam teraz potrzeba to odpoczynek.

Takie przemyślenia miałam dzisiaj kiedy wracałam z pracy etatowej i jechałam na dyżur w innym miejscu.
Po co dyżuruje? By utrzymać rodzinę, zapłacić kredyty.. By żyć.

Dziękuję Wam koledzy i koleżanki z Porozumienia Rezydentów. Dziękuję Wam koledzy i koleżanki z Porozumienia Zawodów Medycznych.
Dziękuję, że walczycie, by marzenia o ucieczce na księżyc nie były aż tak częste. Dziękuję, że walczycie, by nasza praca dawała nam satysfakcję, a pacjenci byli dobrze zaopiekowani!!

piątek, 11 sierpnia 2017

O tym się nie mówi, a zdarza się za często....

Zgłaszają się rodzice z prośbą o pomoc, gdyż dziecko bywa agresywne. Zdarza się to w szkole w stosunku do młodszych dzieci, bądź do młodszego rodzeństwa. Często nie mają pojęcia skąd "to się bierze". 

Przeprowadzam wywiad. Kiedy takie sytuacje się zaczęły, jak wyglądają, czy są z premedytacją, czy pod wpływem silnych emocji. Pytam się o inne niepokojące zachowanie. Proszę o informacje na temat przebiegu ciąży i porodu. Dopytuję o przebieg rozwoju, choroby współwystępujące. Wreszcie próbuję poznać także rodzinę pacjenta. Jak wcześniejsze pytania były dosyć proste i większość rodziców odpowiada szczerze, tak ostatnia część jest dosyć trudna. Często rodzina chce ukryć pewne niewygodne fakty. Zapytani o kary większość nie przyznaje się, że stosuje kary cielesne. Niektórzy przyznają się, że raz stracili cierpliwość i dziecko dostało klapsa. Gdyby tak było naprawdę.....

Potem przychodzi do rozmowy z samym dzieckiem. A dziecko we łzach opowiada jak tata go bije, gdy jest niegrzeczne, do taty często się dołącza dziadek, a matka wyzywa. 
Takie dziecko nie podskoczy w domu, hamuje swoje emocje, swoją złość, bo boi się kolejny raz "dostać". Rośnie balon emocji, aż w końcu pęka, gdy kolega źle na takie dziecko popatrzy. 
Dziecko może rozładować swoje emocje na młodszych, bo taki ma wzór w domu. Tata bije słabsze dziecko, więc ono będzie bić słabszych kolegów. Powiedzą o nim "jest złe, niegrzeczne", a ono jest tak naprawdę pełne złości i żalu. 
Co robimy my? Gdy istnieją przesłanki, że wobec dziecka jest stosowana przemoc to informujemy sąd o naszych podejrzeniach, aby zainteresowało się daną rodziną. Rozmawiamy z rodzicami na temat akceptowalnego wyrażania uczuć zarówno u dziecka jak i u jego najbliższych. Smutne jest to jak mało rodziców chce zmienić swoje postępowanie. Przerażające jest jak wiele rodziców chce, abyśmy "naprawili" ich dziecko, a sami nic od siebie nie chcą dać.


Przemoc to nie tylko bicie. Przemoc to także słowa, które ranią, to wyzwiska, to poniżanie dziecka. "Jesteś niegrzeczne!", "jesteś głupie!", "niezdara z ciebie!".... nie mówiąc już o przekleństwach. Co takie dziecko myśli o sobie? Dokładnie to co mówią najważniejsze osoby w jego życiu.


O czym wszyscy jeszcze zapominają? O granicach, o tym, że dziecko ma też swoje granice i należy je uszanować. Dużym problemem, o którym się nie mówi jest molestowanie dzieci przez najbliższych: ojciec, wujek, dziadek, ojczym.... itd. (rzadziej się zdarza, żeby to kobieta molestowała, matka zazwyczaj "zamiata pod dywan"). Często dziecko myśli, że tak powinno być, albo się wstydzi, albo się boi.... i nie szuka pomocy. Jednak jego zachowanie jest coraz bardziej dysfunkcyjne i rodzina szuka pomocy, nie zaczynając zmian od siebie. 

Tak te sytuacje są bardzo częste i w statystykach policyjnych są niedoszacowane. Bądźmy otwarci na to co nam dziecko mówi. Nie oceniajmy z góry, że jest złe. Często według nas nienormalne zachowanie dziecko, jest jak najbardziej normalną reakcją na nienormalną sytuację.



Pamiętaj: zachowania dysfunkcyjne to normalna reakcja na nienormalną sytuację!
Nie oceniaj pochopnie! Porozmawiaj!

środa, 17 maja 2017

Kiedy powinniśmy zwrócić uwagę, że coś złego dzieje się z dzieckiem?

Kiedy powinniśmy zwrócić uwagę, że coś złego dzieje się z dzieckiem?


Pewna osoba zadała mi takie pytanie: kiedy powinniśmy zwrócić uwagę, że dzieje się coś złego ze zdrowiem psychicznym dziecka?

Jest to bardzo obszerne pytanie. Trudno odpowiedzieć na nie krótko, w kilku słowach.
Warto zwrócić uwagę na to, że to nie konkretne zachowania dziecka są sygnałem alarmowym, lecz zachowania, których do tej pory nie było, które nie są zgodne z dotychczasowym charakterem i temperamentem dziecka.Powinniśmy się martwić, kiedy obserwujemy nagłą zmianę zachowania.
Przykłady:
- dziecko, które zawsze było duszą towarzystwa, chętnie chodziło na różne zajęcia, spotykało się często ze znajomymi, nagle zaczyna się izolować, nie odzywa się do nikogo, zaprzestaje różnych aktywności, traci zainteresowania.
- dziecko, które było raczej domatorem, nagle zaczyna chodzić na imprezy, lub podejmuje zachowania ryzykowne, jest nadmiernie rozbudzone seksualnie
- dziecko, które zawsze było pogodne i otwarte, zaczyna być podejrzliwe, boi się ludzi, uważa, że wszyscy mu zagrażają
- dziecko zaczyna być agresywne, drażliwe, reaguje napięciem nieadekwatnie do bodźca.
- dziecko zaczyna zadawać pytania o śmierci, szczególnie o to co by się stało, gdy jego zabrakło.
- dziecko przestaje jeść lub wymiotuje
- dziecko przestaje się odzywać
- dziecko skarży się na bóle, dolegliwości somatyczne bez uchwytnej przyczyny w badaniach.
- dziecko ma problemy ze snem: często się budzi, nie może zasnąć, bądź śpi zbyt dużo.
- dziecko z kimś rozmawia, sprawia wrażenie, jakby kogoś słuchało, poszukuje źródła zapachu, którego nie ma. Widzi postacie, których nie ma.

Objawy wymienione mogą sugerować rozwój choroby psychicznej. Część z nich może być wynikiem trudnych przeżyć takich jak doświadczanie przemocy.
Warto często rozmawiać z dzieckiem o uczuciach, przemyśleniach zarówno naszych jak i jego. Należy być z dzieckiem, a nie obok niego. Nie dopiero wtedy jak zauważymy coś niepokojącego, ale od początku. Wtedy w porę wykryjemy zmianę w zachowaniu, szybko dostrzeżemy, że dziecku się dzieje krzywda, szybko zareagujemy.

wtorek, 24 stycznia 2017

Najważniejsze słowo "NIE", czyli bunt dwulatka

Najmłodsza jeszcze dobrze nie mówi, ale najważniejsze słowa zna. Jest nim oczywiście słowo, które pomaga wyrażać własne zdanie - "NIE". Dzięki niemu dziecko może wyrazić swój sprzeciw, może pokazać swoją autonomię, może wiele... zaczyna się  walka o władzę w domu.

Córeczko ubierzemy piżamkę. Nie.
Córeczko ubierzemy bluzeczkę. Nię
Córeczko idziemy się myć. Nie.
Córeczko chodź jeść.... tu zawsze będzie tak :D
Córeczko idziemy na spacer. Nie. Córeczko zostajemy w domu. Nie.

I można tak wymieniać bez końca. Pewnie wiele rodziców może zaobserwować takie zachowania u swojego dwuletniego dziecka. Często temu  towarzyszy bunt, płacz jeśli czegoś nie dostanie.
Czy to jest normalne? Oczywiście, że tak. Dziecko w tym wieku bada grunt, sprawdza nasze reakcje i granice. To jak będziemy reagować teraz będzie procentować później.
Dziecko ma prawo mieć własne zdanie, ma prawo coś chcieć, albo nie. Coś lubić albo nie. Ale....
Zawsze jest jakieś "ale". Często dziecko chce dotknąć, zobaczyć, zrobić coś co akurat byłoby nie wskazane, albo nawet niebezpieczne. Nie możemy w takiej sytuacji usprawiedliwiać się tym, że dziecko ma własne zdanie. Zdarzają się sytuacje, że trzeba coś stanowczo zakazać. Jednak taki dwulatek będzie się buntował. Będzie chciał zrobić właśnie to co mu zabraniami, często kończy się to wielkim krzykiem i łzami. Jak reagować?
Oczywiście bez agresji.Stanowczo trzeba zakazać tłumacząc dlaczego. Nawet jeśli wydaje nam się, że nie rozumie, to warto mówić i tłumaczyć. Należy także odciągnąć od jego "chęci", odwrócić uwagę, zająć czymś innym. Dziecka koncentracja uwagi jest krótka i zazwyczaj łatwo zajmie się czymś innym.
Czasami jednak nasze odwracanie uwagi nie przynosi skutku, dziecko kładzie się i płacze, bądź tupie nogami. Ma prawo. Ja czasem przeczekuję taki moment, a potem pytam się czy już możemy iść dalej się bawić, nie wspominając już o źródle problemu - Najmłodsza najczęściej uspokaja się i idzie się bawić. 
Są sytuacje niebezpieczne, gdzie musimy być stanowczy - nie możemy pozwolić, by się poparzyło, spadło, skaleczyło się, czy wpadło pod samochód. Jednak trzeba pamiętać, że doświadczenie uczy najwięcej. Zamiast zabraniać dotykać garnka z wrzątkiem weź dziecko na ręce i pozwól zbliżyć  rękę do garnka - niech wie dlaczego "nie wolno". Jak raz z czegoś spadnie to też będzie wiedziało jakie to jest niebezpieczne. Naszym zadaniem jest pilnować, by w tych doświadczeniach nie zrobiło sobie  krzywdy. 
Nie należy zapominać, że już nawet najmłodsze dziecko ma swoje zdanie i poglądy. Dobrze wie co mu smakuje, a co nie. Wie jaką lubi maskotkę i która gra jest jego ulubiona. Wie czy chce się bawić z siostrą, czy przytulić do mamy. Dajmy mu wybór, niech tworzy swoje własne JA.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Aborcja - krzykliwy temat

Myślałam, że zajmę się tylko zdrowiem dzieci, ale... obok tego tematu nie da rady przejść obojętnie. Wszędzie słychać zwolenników i przeciwników aborcji, w radiu, w gazecie, telewizji poruszany jest temat. Widać także manifestacje, akcje protestacyjne. Obserwując to wszystko ciarki po mnie przechodzą, jestem przerażona - jak tak ciężki temat można tak spłycać?

Zajmijmy się tłumaczeniem z polskiego na polski.
Tak modne sformułowania: aborcja, przerwanie ciąży, usunięcie ciąży - to po prostu zabicie małego człowieka.
Wg mnie postawienie sprawy w ten sposób utrudnia rozmowy na ten temat.

W tym momencie manifestacja popierająca aborcję, zamienia się na popierającą zabijanie niewinnych dzieci, które nie mają prawa wyboru.
W tym momencie hasła feministek "mój brzuch, moja macica" przestają być prawdziwe, bo życie już nie jest Twoje, lecz tego małego dziecka. 
W tym momencie należy się zastanowić, kto ma prawo o decydowaniu o życiu drugiego człowieka i jakie przesłanki powinny decydować o takim wyborze.

Jakie jest moje stanowisko? Jestem przeciwna aborcji. Zdaję sobie jednak sprawę, że są sytuacje skrajne, w których ciąża zagraża, w których dziecko nie ma szans na przeżycie poza łonem matki.
Jednak uważam, że ten temat powinien być rozważany we własnym sumieniu, a nie na ulicach. Przeraża mnie krzyk tłumu o prawo do zabijania niewinnych. Przeraża mnie podejście "moje ciało - moja sprawa", tu nie chodzi o ciało kobiety, lecz o życie dziecka. Przeraża mnie zarzuca się mężczyznom wtrącanie się w ten temat - przecież to jest też ich dziecko! (a potem się dziwią kobiety, że mężczyźni często nie czują się odpowiedzialni za swoje potomstwo - ale to kobiety odsuwają ich od roli ojca, wyrzucają na drugi plan).

A co ja bym zrobiła w skrajnej sytuacji? Nie wiem. Gdyby okazało, że dziecko ma zespół Downa (lub inną wadę genetyczną) - nie zabiłabym go. Gdyby okazało się, że ciąża mi zagraża? Pewnie walczyłabym o nią i o siebie. Gdyby okazało się, że dziecko ma wadę letalną? Pewnie rozważyłabym skrócenie jego cierpienia. Gdyby okazało się, że po gwałcie powstało życie? Nie mam pojęcia, ale mogę przypuszczać, że nie zabiłabym, bo co dziecko zawiniło, nie ono wybrało drogę przyjścia na świat. Raczej nie karałabym je za to, a pokochała, za to że jest moje. 


Pewnie powiecie, że każda kobieta powinna mieć wybór. Ja powiem dalej. Każdy powinien mieć możliwość decydować o SWOIM życiu. O życiu drugiego człowieka nie powinniśmy my decydować. Co za różnica czy człowiek ma 10mm, czy 60cm, czy 1,8m ?? 



p.s. z drugiej strony może warto walczyć o sterylizację i kastrację niektórych dorosłych? Np matki, która rodzi kolejne dziecko z FAS i nie ma zamiaru przestać pić? Albo ojca co gwałci matkę, która rodzi kolejne dziecko?
p.s z innej strony, może nauczmy dzieci, że na rozwiązłość seksualną mają jeszcze czas. Że warto z tymi sprawami poczekać na tego jedynego. Zmniejszy się wtedy zdecydowanie ilość niechcianych ciąż, a także chorób wenerycznych.

czwartek, 3 marca 2016

Dialog - metoda sokratyczna

- Proszę Pani mogę chwilę porozmawiać?
- Proszę wejdź
- Dziewczyny mnie nie lubią.
- A dlaczego Cię nie lubią?
- Nie wiem. Bo byłam nie grzeczna?
- Co w Twoim zachowaniu nie podoba się dziewczynom?
- Straszyłam, wyzywałam.
- Mówiły Ci o tym, że im się to nie podoba?
- Tak.
- A co ty zrobiłaś?
- Miałam wywalone na to.
- A to dobrze?
- No nie...
- To co powinnaś zrobić? ....


I tak właśnie dialog się toczył. Na podstawie pytań dziewczynka sama doszła do tego co źle zrobiła i w jaki sposób powinna to zmienić. Ja jej nic nie narzuciłam. Wskazałam tylko drogę rozumowania.

"Metoda sokratyczna polega na dojściu do własnej tezy, opierając się na odpowiedziach udzielonych przez naszego przeciwnika w sporze jako naszych przesłankach. "

Gdybym chciała to samo przekazać jej w formie monologu nie zrozumiałaby tego tak dobrze, najprawdopodobniej jednym uchem by wleciało, a drugim wyleciało. Dzięki zadawaniu pytań pacjentka sama doszła do sedna i mam nadzieję, że na długo utkwi jej puenta tej rozmowy.

A wy jak staracie się wytłumaczyć dzieciom trudne sytuacje?





Bibliografia:
http://www.edukacjaprawnicza.pl/artykuly/artykul/a/pokaz/c/artykul/art/metoda-sokratyczna-czyli-sposob-erystyczny-siodmy.html