piątek, 29 sierpnia 2014

Z cyckiem na wierzchu.....

Czyli o karmieniu piersią w miejscach publicznych.


Dziś po południu wyszłam z córkami na spacer. Jedna po niedługiej chwili najmłodsza obudziła się i zaczęła płakać. Niestety głód był silniejszy niż mamy bujanie wózkiem, więc trzeba było go poskromić. Miałam 3 wyjścia. 1. Wracać do domu - ale po 10 minutach to tak trochę bez sensu. 2. Nakarmić na placu zabaw - ale tam było dużo ludzi. 3. Nakarmić w parku. Wybrałam trzecią opcję. Usiadłam w parku, na ustronnej ławce, z dale od innych ludzi. Dziewczyny się bawiły, a ja spokojnie nakarmiłam Najmłodszą. Czy komuś to przeszkadzało? Chyba nie. A córka była najedzona.


Zasadą karmienia piersią jest karmienie na żądanie, czyli ilekroć dziecko się domaga, tylekroć dostaje jeść. Dla dziecka nie ma znaczenia gdzie jesteśmy, jeśli jest głodne to ma dostać jeść. Oczywiście lepiej gdy wyjdziemy z domu jak dziecko będzie najedzone, ale czy to jest zawsze możliwe?
Do karmienia potrzebny jest spokój, zbyt duża ilość dźwięków rozprasza dziecko. Nie wyobrażam sobie karmienia w wielkim tłumie. Gdy muszę nakarmić dziecko szukam ustronnego miejsca - np ławki z boku, a nie wc. Siadam i karmię, osłaniając brzdąca. Taka sytuacja nie powinna nikogo razić, jest ona przecież zgodna z naturą. Nikt z przechodniów nigdy nie spojrzał na mnie krzywo, ewentualnie mężczyźni odwracali wzrok. Oczywiście nie czułabym się komfortowo karmiąc wśród dużej ilości osób. Trochę dyskrecji jest potrzebne. Nie ma co "świecić cycem" pośród tłumu. Trzeba usiąść z boku i czynić swoją powinność.