wtorek, 26 sierpnia 2014

Tydzień do rozpoczęcia roku szkolnego.

czyli kto się bardziej stresuje: mama czy dziecko?


Wakacje dobiegły już prawie do końca, za tydzień rozpocznie się nowy rok szkolny. Starsza pójdzie do pierwszej klasy, a Młodsza do nowego przedszkola. Przed nami nowe wyzwania, nowi znajomi, nowe miejsca. Ciekawe jak u was, ale u nas to chyba ja się tym wszystkim bardziej stresuję niż moje córki.
Od jakiegoś czasu szykujemy wyprawkę. Jaki jest mój sposób na zakupy? Dosyć prosty - zamówiłam wszystko przez internet. Wyobraziłam sobie chodzenie po sklepach z trójką dzieci i mnie to przeraziło. Wybrałam się tylko z córką do jednego sklepu, żeby przymierzyła tornistry. Wybraliśmy jeden, który potem kupiliśmy w sklepie internetowym - oczywiście taniej i wybrany, najładniejszy wzór. Córka, gdy przeszedł tornister, oszalała ze szczęście, chodziła z nim, prawie spać w nim poszła, a następnego dnia od rana "wychodziła do szkoły". Starsza jest szczęśliwa, że idzie do szkoły. To w mojej głowie kłębią się ciągle myśli: co jeszcze? czy mam już wszystko? czy będzie miała w czym chodzić?
Co chwilę sprawdzam listę z wyprawką do szkoły, sprawdzam czy mam wszystko.  Dzisiaj jeszcze zamawiałam strój gimnastyczny, bo szkoła wymaga, żeby była biała bluzka i czarne bądź granatowe spodenki. Teraz jestem w stanie powiedzieć, że chyba mam już wszystko. Jak to dobrze, że podręczniki do stanie Starsza od szkoły - tyle dobrego nasz rząd zrobił.
Musiałam zrobić przegląd szaf czy ciuchy, które mają dziewczynki nie są przypadkiem już za małe. Po przeglądzie musiałam zrobić kolejne zakupy, żeby miały w czymś pójść do szkoły i przedszkola. Przez lato jednak urosły trochę i bluzki z długim rękawem i spodnie musiały zostać już odłożone.
Młodszą też trzeba wyszykować to przedszkola. Potrzebne kapcie, bo te stare już za małe. Potrzebne chusteczki, fartuszek, szczotka i pasta. Młodsza szczęśliwa, że nie tylko Starszej kupujemy. Poszłam z Młodszą córką do sklepu obuwniczego, oglądam buty, a ona do mnie mówi "mamo to kapcie dla chłopaków, tam są dla dziewczynek", no cóż trzeba było patrzeć na inne - wchodziły w grę tylko różowe i fioletowe. Czy to możliwe, że już niespełna 4 letnia dziewczynka ma swój gust i upodobania - wychodzi na to, że tak.
A jak dziewczyny reagują? Zapytane czy cieszą się, mówią, że tak. Jednak same o tym nie mówią, wydaje się, że nie przejmują się tym.
Wychodzi na to, że to w mojej głowie siedzi cały ten stres związany ze szkołą i nowym przedszkolem. Dziewczynki pewnie zaczną się stresować pierwszego września.

A jak to wygląda u was?